Aktualności
Któryś za nas cierpiał rany…
Kolejny dzień naszej misyjnej zadumy za nami. Tym razem w centrum uwagi zgromadzonej wspólnoty, ks. Misjonarz postawił sakramenty uzdrowienia. W konfesjonałach rozstawionych wewnątrz kościoła w ciągu dnia czekał na strudzonych drogą po tym padole łez wędrowców czekał Chrystus z przebaczeniem, miłością i uzdrowieniem. Z uzdrowieniem bo przecież jak mówi Pismo znakami przyjścia Królestwa Bożego jest pokonywanie wszelkich źródeł cierpienia człowieka (por. Mt 11,2-6). Ostatecznym pokonaniem każdego rodzaju zła, była miłość, z którą Jezus umarł na krzyżu. Na tym krzyżu swój początek i swoją moc otrzymały sakramenty Kościoła, które wypłynęły z krwią z przebitego boku Chrystusa. To się już stało. Zwycięstwo Boga i nas, Jego dzieci jest w tej walce ze złem definitywne i ostateczne. Ponieważ jednak kościół ciągle jest jeszcze w drodze do domu Ojca i z wielu stron doświadcza ataków różnego rodzaju zła Bóg w tajemniczy sposób połączył cierpienie i zło dotykających teraz ludzi z mocą zbawczą Jezusowego krzyża. Bóg nie powoduje zła i cierpienia. Ale – jak napisał św. Augustyn – nigdy by na niego nie pozwolił gdyby nie był na tyle potężny, żeby nie wyprowadzić z niego jeszcze większego dobra. Stąd zaproszenie na misyjne spotkania dzisiejszego dnia szczególnie wiernych obarczonych różnego rodzaju cierpieniem. W trakcie Eucharystii udzielony został cierpiącym różne dolegliwości sakrament namaszczenia chorych. Sakramentu, który ma moc wzmocnić w cierpieniu. Włączyć cierpienie w Bożą rzeczywistość i uzdrowić to co ułomne, to co sprawia ból zaprowadzając pełnie Królestwa Bożego.
Dzisiaj piątek więc była też okazja by znowu, ale ciągle na nowo pochylić się nad miłością, która nas zbawiła. Mogliśmy zatrzymać się w kołowrocie codziennych spraw by spojrzeć na Jezusa objawiającego swoją miłość do człowieka w Jego drodze krzyżowej, której rozważanie zgromadziło licznych wiernych.
Piotr Sarlej
Foto: M. Madej
Bazylika i Sanktuarium





